Każdemu w życiu czasem odwala. Zebrałem 10 najdziwniejszych, najbardziej odjechanych i najbardziej nienormalnych rzeczy, które zrobiłem.
1. Taniec w metrze.
Stacja Metro Ratusz-Arsenał. Razem z Kingą ćwiczyliśmy układ taneczny z musicalu “Świat naszej wyobraźni”. Wokół było pełno ludzi, a ja tańczyłem najpierw licząc, a potem śpiewając piosenkę finałową. Dziwne, że nikt nie wezwał policji…
2. Śpiewanie na całą Starówkę wraz z grupą kilkunastu osób idących na stołówkę.
Ferie, przerwa obiadowa. Szliśmy dużą grupą z Rynku Starego Miasta przez Barbakan, a potem całą ul. Długą śpiewając różne piosenki. W ruch poszły zespoły od Happysada, aż po Ich Troje. iksDE. (”Czy wiesz Ewuniu może, jak Ciebie mi brak? Czy czujesz to, co ja, gdy brak Twych prac…”)
3. Suszenie głowy suszarką do rąk. (2 razy :D)
Teatr Stara Prochownia. Jako, że rano miałem niewiele czasu na ogarniecie się, to gdy zdjąłem czapkę, moim oczom ukazał się piękny, odstający czub
Wiadomo, głowa pod kran. Tylko, że skoro to środek zimy, to z mokrymi włosami lepiej nie spacerować. W łazienkach, zamiast ręczników, są takie suszarki do rąk. Tak wiec zamiast czekać, postanowiłem skorzystać z okazji wysuszenia kudełków. Jak macie taką nietypową sytuacje - naprawdę szczerze polecam. Tylko, że się szybko wyłącza i trzeba głową ruszyć xD
4. Wracanie do domu cały wymazany złotą farbą do twarzy.
Również fosa. To drugie miejsce po sabatach, gdzie mi tak mocno odwala. Była już wiosna, piąty z kolei występ. Wymalowałem sobie twarz złotą farbą i oświadczyłem, że wrócę tak ze Starego Miasta do domu. Jak powiedział, tak zrobił, jak to rydzu
Po drodze zaczepili mnie sekciarze, gadając coś o tych swoich obrzędach. Udawali, że nie widzą tego pigmentu, hihi.
5. Leżenie na kocyku o 4:15 przed domem i obserwowanie, jak wstaje dzień ^^
U koleżanki na sabacie. Stwierdziliśmy, że nie będziemy siedzieć w domu, tylko idziemy poleżeć na dwór. Trochę była wilgotna trawa, ale było miło.
6. Bieganie po szkole w peruce dyrektorki i arafatce na twarzy.
Na WOŚPie w tym roku. Pani Dyrektor miała taką ładną czapkę z rudymi kitkami włosów po bokach. Kto biegał w niej po szkole i to jeszcze z arafatką na twarzy twierdząc, że jest Rydzoliną, nie muszę chyba wyjaśniać :>
7. Dyskutowanie w autobusie, przez całą drogę do domu, na którą sylabę pada akcent w polskich przekleństwach.
No taaaak. Przecież nie mówi się zajebaLIśmy tylko zajeBAliśmy. Miny pasażerów 731 - bezcenne.
8. Pozdrawianie wychowawczyni na wycieczce przez mikrofon prowadzącego festyn.
Poznań! Na Rynku trwały przygotowania do jakiegoś festynu. Podszedłem do faceta, który non stop gadał coś do mikrofonu i zapytałem, czy mogę pozdrowić wychowawczynię
Mina Ewandżeliny i w ogóle całej grupy… wiadomo. Ech, co ona się z nami ma
9. Siedzenie na lekcji w bluzie koleżanki…
Najpierw w I gimnazjum w bluzie Malwiny. (nikt nie zauważył) To była naprawdę fajna bluza pumy. Kangurka. Wyglądała na męską, hehe. Potem w bluzie Anki w różne złote, żółte i brązowe romby. Tego to już sie nie dało zauważyć.
10. Jedzenie na geografii ciasta prosto z blachy ^^
Zostało z wigilii klasowej. Tak więc łyżeczka i w ruch, hihi.
To by było w sumie na tyle. Jakbym się pozastanawiał znalazłoby się i więcej. W sumie najdziwniejszą rzeczą jest to, że miałem odwagę to wszystko podać do publicznej wiadomości. Cóż, po prostu nikt nie uwierzy, że byłem/jestem/będę normalny. xD
550 słów, tym razem trochę bardziej sie rozpisałem.